Jak wymurować fale, czyli hotel Fahrenheit w Gdańsku

„Krzywe” budynki, o liniach daleko odbiegających od budowlanych standardów, mają szansę stać się znakiem rozpoznawczym Trójmiasta. Do słynnego sopockiego „Krzywego Domku” dołączył w czerwcu 2012 roku hotel Fahrenheit w Gdańsku, również zaprojektowany przez Pracownię Architektoniczną Szotyńscy. Falujące linie elewacji oraz inne nieregularności bryły można podziwiać w gdańskim śródmieściu, u zbiegu ulic Grodzkiej i Sukienniczej.

Transformacja przeszłości

Lokalizacja hotelu nie była bez znaczenia dla ukształtowania elewacji obiektu i wyborów materiałowych. Budynek położony jest w miejscu, gdzie w XV wieku znajdowała się brama wjazdowa do zamku krzyżackiego, wzniesionego w stylu późnogotyckim. Podobnie jak inne bramy, mury czy zamki Zakonu, była ona wykonana z czerwonej cegły. Cegła jest też wiodącym materiałem całego gdańskiego gotyku. Nawiązując do tych historycznych rozwiązań, architekci zdecydowali się zastosować na elewacji klasyczną cegłę klinkierową o czerwonym odcieniu. Wyraźny podział bryły hotelu na trzy segmenty także jest swoistą lekcją historii – po krzyżackiej bramie w tym miejscu były wzniesione trzy kamienice.

– Najważniejsze w projekcie jest to, żeby nastąpiła transformacja przeszłości. Tak dzieje się wtedy, kiedy bazą, punktem wyjścia jest przeszłość, tradycja i historia, a efektem – współczesność – mówi Szczepan Szotyński z Pracowni Architektonicznej Szatyńscy, która opracowała projekt. Hotel Fahrenheit w Gdańsku jest doskonałym przykładem wcielenia w życie tej idei. Nawiązania do przeszłości zdefiniowały trójdzielną budowę obiektu oraz zastosowanie cegły na elewacji. Warto przy tym wspomnieć, że budowa przyczyniła się do ważnego odkrycia archeologicznego, które pozwoliło przenieść szacowaną datę powstania Gdańska z X na IX wiek.

 

Współczesna forma

Aby na fundamencie przeszłości powstał obiekt prawdziwie współczesny, architekci nadali hotelowi bardzo oryginalny kształt. Cała bryła „gnie się” i sprawia wrażenie lejącej, a elementy takie, jak okna, są rozmieszczone nieregularnie. – Fundament budynku i dół elewacji opiera się na liniach prostych. Same ściany tworzą już jednak krzywizny. Z każdym centymetrem pięcia się ku górze budowli możemy obserwować zmiany. Powierzchnia poszczególnych bloków, która przejawia się też w ukształtowaniu szczytu budynku, to tzw. konoida – wyjaśnia Szczepan Szotyński. Wymiary i wzajemne położenie różnych elementów są przy tym tak zaplanowane, by krzywizny nie zaburzały funkcjonalności hotelu. Architektura wnętrz pozostaje niezależna od stylistyki bryły, choć częściowo nawiązuje do jej kształtu.

– Dla całokształtu realizacji było bardzo istotne, by w tej stosunkowo prostej bryle poruszyć trzeci wymiar, czyli pokazać przestrzeń nie tylko w układzie ścian, ale też w geometrii – rozwija temat formy Szczepan Szotyński. – Górna strefa bryły, przypominająca koronę, to elementy łukowe z niejako wywiniętymi końcami, które nawiązują do przekroju ścian. One też są pośrednio inspirowane historyczną zabudową. Prawie wszystkie gdańskie kamienice miały szczyty bądź wyoblenia. Zaproponowane przez nas rozwiązanie to również wyoblenie, tylko nowoczesne, posunięte kilka kroków dalej – wyjaśnia. A jaki jest efekt? Dzięki „krzywym” elewacjom obiekt sprawia wrażenie surrealistycznego, bajkowego. Jego górne krawędzie układają się niczym kielich kwiatu; przypominają też koronę, a nawet topiący się deser lodowy… Skojarzenia można mnożyć. I o to właśnie chodziło autorom projektu. – Chcieliśmy, żeby obiekt skłaniał do zastanowienia, by jego forma wyzwoliła wyobraźnię oglądającego – mówi Szczepan Szotyński.

 

Jak wymurować fale?

Połączenie założeń nawiązania do przeszłości poprzez zastosowanie cegieł z zaplanowanym oryginalnym kształtem obiektu sprawiło, że architekci musieli rozwiązać skomplikowaną kwestię murowania krzywizn z klinkieru. Wraz z inwestorem zdecydowali się na wykonanie ścian zewnętrznych w technologii trójwarstwowej. Mur składa się więc ze ściany nośnej, warstwy izolacji, szczeliny wentylacyjnej oraz warstwy licowej z klinkieru. Pierwszym wyzwaniem konstrukcyjnym był fakt, że elewacja z cegieł nie została posadowiona na fundamentach. – Przy ziemi wprowadziliśmy specjalne stalowe kątowniki, o wyliczonej przez nas wytrzymałości. To na tych wspornikach opiera się cała elewacja – mówi Szczepan Szotyński. Dodatkowo, ponieważ fasada rozszerza się ku górze, projektanci musieli zadbać o to, żeby cegły nie odpadały. – W tym celu zastosowaliśmy mocowanie w systemie Halfen. Polega ono na wpuszczeniu w mur specjalnych kotw, które szpikulcami wchodzą w spoiny. Dzięki temu elewacja w bezpieczny sposób „wisi” w powietrzu – wyjaśnia architekt. Murowanie poszczególnych cegieł to prawdziwy majstersztyk. Zastosowano tu dwa rodzaje wiązań – wiązanie w systemie polskim oraz w systemie wozówka-wozówka. Ponadto, cegły położone powyżej są nieco wysunięte względem warstw pod nimi. W rezultacie klinkier z wyższej warstwy rzuca trójkątny cień na cegłę poniżej, co na całej płaszczyźnie elewacji tworzy bardzo ciekawy efekt gry światłocienia.

 

Dobra cegła to podstawa

Cała elewacja została wykonana z cegieł podstawowych Melbourne czerwonych gładkich marki Röben. Proces wyboru materiału był bardzo ciekawy. – Inwestor przedstawił nam szeroką paletę różnych cegieł. Dobierając klinkier, nie wiedzieliśmy, kto jest jego producentem – relacjonuje Szczepan Szotyński. – Skoncentrowaliśmy się na wymiarach, kolorach oraz na właściwościach technicznych. Kiedy okazało się, że wybrana przez nas cegła jest produkowana przez firmę Röben, byliśmy zadowoleni, bo znamy i cenimy tę markę – dodaje architekt. Co ciekawe, nie zastosowano tu żadnych cegieł kształtowych ani materiałów gotowych, które mogłyby pomóc łatwiej osiągnąć pożądane krzywizny. Jak udało się uzyskać wrażenie giętej, lejącej się elewacji przy wykonaniu jej wyłącznie z cegły o najbardziej klasycznym kształcie prostopadłościanu? – Stosowaliśmy wyłącznie cegły podstawowe (szczelinowe) i pełne w formacie NF, czyli 240 x 115 x 71 mm. Świadomie nie wykorzystaliśmy kształtek czy innych wymiarów cegieł, aby zachować czystość formy – uchyla rąbka tajemnicy Szczepan Szotyński. – Cały ciężar rozwiązania krzywizn i każdego detalu elewacji wzięliśmy na siebie. Cegły zostały bardzo precyzyjnie rozliczone już na etapie projektu.

***

Hotel Fahrenheit to obiekt ciekawy, niejednoznaczny w odbiorze. Można w nim dostrzec dalekie nawiązania do neosecesji, architektury Gaudiego czy dzieł Dalego, ale architekci z Pracowni Architektonicznej Szotyńscy podkreślają, że projekt nie próbuje nikogo ani niczego naśladować. – Jeśli chodzi o styl hotelu, skoncentrowaliśmy się na formach organicznych i staraliśmy się, żeby budynek dobrze wpisał się w miejsce. Ważne było dla nas również to, żeby przechodzący obok hotelu ludzie przystanęli na chwilę i zastanowili się nad jego formą. Naszym zdaniem w architekturze ważna jest nie tylko funkcja obiektu, ale także możliwość konstruowania odczuć wybiegających w sposób wyraźny poza obszar samej architektury – podsumowuje Szczepan Szotyński.