Wypoczynek na dalmatyńskich wyspach

Małe i duże, skaliste, porośnięte lasami i aromatycznymi ziołami, bezludne i takie, na których pozostały ślady dawnych cywilizacji- ponad tysiąc wysp zakotwiczonych w wodach Adriatyku zachwyca pięknem przyrody i starymi miastami z kamienia.

Jedną z nich jest Mljet- niezwykle kameralna wyspa, na której mieszka zaledwie tysiąc osób, a nieliczne grupki turystów pojawiają się i znikają tego samego dnia. Co ich tu sprowadza? Dwa jeziora z morską wodą otoczone lasami piniowymi oraz legenda, która mówi, że do brzegu Mljetu dotarł Odyseusz, który zasmakował w urokach wyspy i jej właścicielki, nimfy Kalipso. Przy spokojnym morzu można popływać wewnątrz Jaskini Odyseusza, która przez siedem lat była jego domem.

Tarasy na zboczach porośnięte gajami oliwnymi i winnicami, gdzieniegdzie kamienne domy i stare kościółki, dwa duże bagna z łowiskami węgorzy i bajecznie turkusowe zatoczki- oto uroki wyspy. Uwagę przyciąga także szpaler cyprysów posadzonych w prezencie urodzinowym dla prezydenta Tito, który wywarł pewien wpływ na obecny wygląd zachodniej części wyspy. Otóż w 1960 roku, gdy miał przypłynąć jachtem na otwarcie Parku Narodowego Mljet, okazało się, że XII- wieczny most łączący brzegi przesmyku na końcu jeziora Wielkiego uniemożliwia efektowne „wejście”. W tej sytuacji szacowny most rozebrano.

Kolejną dalmatyńską wyspą, którą bardzo często na wakacje wybierają turyści poszukujący ofert noclegi Chorwacja, jest Korcula. Mieszkańcy głównego miasta na wyspie, które nosi taką samo nazwę, wierzą, że odkrywca lądowego szlaku z Europy do Chin, Marco Polo, wcale nie był Wenecjaninem, gdyż urodził się on w jednym z domów przy ul. Depolo w 1254 r. Fakt, faktem, że w owym czasie Korcula znajdowała się pod panowaniem Republiki Weneckiej, o czym zaświadcza wenecki lew na miejskiej bramie. Samo miasto przypomina nieco Dubrownik. Otoczone fortyfikacjami, z gotycko-renesansowo-barokowymi kościołami i kamiennymi domami, przywołuje stare opowieści. Jedną z nich przedstawia moreska- układ dynamicznych tańców z mieczami: dwa wojska- białe, ubrane w czerwone stroje i czarne- na czarno- walczą o Bulę, księżniczkę w szarawarach. Ta piękność, narzeczona Osmana, króla białych (czerwonych) rycerzy, zostaje podstępnie porwana przez króla Moro, przywódcę czarnych piratów. Odwieczna walka dobra ze złem kończy się tak jak trzeba- pocałunkiem oswobodzonej Buli z Osmanem. Od wschodu ulice są celowo zakrzywione tak, że nie widać z nich morza ani nie czuć powiewu chłodnego wiatru. Za to ulice po lewej stronie, czyli od zachodu, są całkowicie proste, z widokiem na lazurową wodę. Zwarta zabudowa chroni przed palącym słońcem. Po całym dniu zwiedzania zabytków, warto zasiąść w restauracji i skosztować wyśmienitej sałatki z ośmiornicy i białego wina Grk.

Kolejna wyspa zachwyca polami lawendowymi, które zakwitają pod koniec maja- Wyspa Hvar. Przez cały rok wita turystów życzliwymi mieszkańcami i filozofią niespiesznego życia. Miasto Hvar ma w sobie to „coś”, co trudno do końca zdefiniować. Może jest to położenie nad wodą z jednej, a górami z drugiej strony? Może pałace patrycjuszy w stylu weneckiego gotyku z palmowymi ogrodami? A może fakt, że prócz turystów powracających co roku na wyspę mieszkają tu „uciekinierzy” od cywilizacji i zasiedziałe od pokoleń rodziny rybaków?

Chorwackie wyspy urzekają przyjezdnych niespiesznym trybem życia i serdecznością mieszkańców.

KF